Biegacz na ścieżce

Dlaczego nie powinieneś biegać na bieżni elektrycznej?

Nie zrozumcie mnie źle. Jeśli jest to jedyna forma ruchu na jaką możecie sobie pozwolić, to z pewnością jest to lepszy wybór, niż leżenie na kanapie. Ale jeśli bierzecie bieganie na poważnie, przygotowujecie się do startów i MACIE wybór – wybierzcie mądrze i świadomie.

 

Po pierwsze – spaczona biomechanika ruchu

 

I jest to mój najpoważniejszy zarzut – bieganie na bieżni elektrycznej zaburza naturalny wzór biegu. Dlaczego? Prześledźmy dokładnie czego doświadczamy na bieżni. Po uruchomieniu maszyny taśma napędowa zostaje wprawiona w ruch przez silnik. Naszym celem staje się w tym momencie uniknięcie upadku poprzez przesunięcie środka ciężkości ciała do przodu i zasuwanie za uciekającą taśmą. Nie odpychamy taśmy, tylko nieustannie upadamy. Pamiętacie pierwszy kontakt z bieżnią? To dziwne uczucie nienaturalności ruchu i walkę o równowagę, mimo, że bieganie to powinna być nasza druga natura. Cóż, dzieje się tak, bo bieganie na bieżni jest po prostu NIENATURALNE.

Kiedy biegniemy na dworze ciężar naszego ciała powinien pokrywać się z jego osią, zaś ruch generowany jest poprzez ODPYCHANIE się od ziemi. Ta subtelna różnica powoduje, że biegacz outdoorowy charakteryzuje się przewagą aktywacji taśmy powierzchownej tylnej (m.in. łydka, grupa kulszowo-goleniowa, pośladek), zaś użytkownik bieżni – taśmy przedniej (głównie czworogłowy uda).

Dlatego zawodnik, który przygotowywał się do sezonu w klubie fitness puchnie na zawodach biegowych na pierwszej piątce, co w szczególności widać na biegach górskich. Ciało zwyczajnie nie jest przygotowane do takiego charakteru pracy.

Bieganie po uciekającej taśmie przestawia nam bieganie na dłuższy krok i niższą kadencję, co nie jest dobrą strategią biegową w startach outdoorowych.

 

Po drugie – linearność i powtarzalność

 

Bieg w terenie to wyzwanie nie tylko dla ciała, ale i układu nerwowego. Nierówna, śliska powierzchnia, czasem jednostronnie pochylona, poprzecinana przeszkodami (zwalone pniaki, auta, nieskoordynowane dzieci) wymaga od sportowca ciągłej adaptacji, reakcji i stabilizacji. Im większa ilość bodźców, tym szersze spektrum umiejętności i pełniejszy rozwój. Pamiętajmy, że kontrolowana ekspozycja ciała na różnego rodzaju stresory jest niezbędna do jego rozwoju i uodparniania się na czynniki zewnętrzne. Komfort uwstecznia.

 

Po trzecie – nuda

 

Bieganie w terenie jest ciekawe, ma charakter terapeutyczny (szczególnie wśród zieleni) i pozwala na odwrócenie uwagi od problemów dnia codziennego. Bieżnia jest śmiertelnie nudna (dlatego są próby montowania na niej telewizorów i symulatorów biegu w lesie). Szybko trening przeradza się w pracę, co stresuje, zabija motywację, a tym samym systematyczność. Nie wiem jak Wam, ale mi widok tych wszystkich użytkowników bieżni kojarzy się z chomikami biegnącymi w kółkach. Opuszczamy klimatyzowane, kontrolowane pomieszczenie pracy, by ćwiczyć w takich samych warunkach.

 

Po czwarte – bieżnia jest łatwa

 

Bieganie w terenie z tą samą prędkością jest bardziej energochłonne, niż na bieżni. Tłumaczymy to aktywacją większej ilości włókien mięśniowych wykonujących pracę stabilizacyjną, pokonywaniem oporów powietrza, zmianą kierunków itp.

Jeżeli nie lubicie biegać w deszczu, a nie chcecie odpuścić jednostki treningowej wybierzcie klub, w którym znajdują się bieżnie napędzane siłą mięśni.

 

Macie pytania? Piszcie w komentarzach!

Trenujcie na zdrowie:

Grzesiek Kozłowski